header

      „W procesie ewolucji osiągnęliśmy punkt, w którym możemy się nazywać istotami ludzkimi, ale nie osiągnęliśmy naszego najwyższego celu, ponieważ nie znamy Absolutnej Prawdy. To co wiemy jest względną prawdą i z tego biorą się różnice opinie, spory, a także wojny. Jeżeli wszyscy znają tą samą prawdę, jak mogą być jakiekolwiek walki? Stać sie Duchem to jedyny sposób w jaki możecie poznać Absolutną Prawdę.

Shri Mataji Nirmala Devi
Kijów, 18.09.1994


...Jak zatrzymać myśli ?



Przypowieści:

arrow Kogo karmisz?
      Stary Indianin z plemienia Czirokezów uczył swoich wnuków życia. Powiedział im tak:
- Wewnątrz mnie toczy się bitwa... To straszna walka dwóch wilków. Jeden z nich reprezentuje strach, gniew, zawiść, smutek, skąpstwo, arogancję, użalanie się nad sobą, poczucie winy, obrazę, poniżenie, kłamstwo, poczucie niższości, fałszywą dumę, poczucie wyższości i ego. Drugi uosabia radość, spokój, miłość, nadzieję, szczodrość, szczerość, pokorę, dobroć, szlachetność, przyjaźń, współczucie, pragnienie dzielenia się, prawdę i wiarę.
Stary człowiek spojrzał na dzieci trzeźwym wzrokiem.
- Ta bitwa toczy się zarówno wewnątrz was, jak i wewnątrz innych ludzi.
Dzieci pomyślały o tym chwilę, a potem jedno z nich zapytało dziadka:
- A który wilk wygra?
- Ten, którego karmisz - odpowiedział stary Indianin.
Autor nieznany
arrow Rozmowa w łonie Matki
      W brzuchu brzemiennej kobiety rozmawiało dwoje dzieci. Jedno z nich było wierzące, drugie nie.
Niewierzący: - Wierzysz w życie po porodzie?
Wierzący: - Tak, oczywiście. To jasne, że istnieje życie po narodzeniu. Jesteśmy tutaj żeby stać się wystarczająco silnymi i gotowymi do tego, co nas czeka po porodzie.
Niewierzący: - To jakaś głupota! Nie ma żadnego życia po porodzie! Możesz sobie wyobrazić jak takie życie mogłoby wyglądać?
Wierzący: - Nie znam wszystkich szczegółów, ale wierzę, że tam będzie więcej światła i możliwe, że sami będziemy chodzić i jeść swoimi ustami.
Niewierzący: - Ale bzdura! To niemożliwe, żeby samemu chodzić i jeść! To w ogóle śmieszne! Mamy pępowinę, która nas odżywia. Wiesz, muszę ci powiedzieć, że to niemożliwe żeby istniało życie po porodzie, ponieważ naszym życiem jest pępowina - i tak zbyt krótka.
Wierzący: - A ja wierzę, że to możliwe. Wszystko będzie nieco inaczej, ale można sobie to wyobrazić.
Niewierzący: - Przecież stamtąd jeszcze nikt nie wrócił! Życie po prostu kończy się porodem, a w ogóle to życie jest jednym wielkim cierpieniem w ciemności.
Wierzący: - Nie, nie! Dokładnie nie wiem, jak będzie wyglądać nasze życie po porodzie, w każdym bądź razie zobaczymy mamę i ona się o nas zatroszczy.
Niewierzący: - Mamę? Ty wierzysz w mamę? I gdzie ona jest?
Wierzący: - Ona jest wszędzie wokół nas, znajdujemy się w niej i dzięki niej poruszamy się i żyjemy. Bez niej my po prostu nie możemy istnieć.
Niewierzący: - Całkowita bzdura! Nie widziałem żadnej mamy i dlatego to oczywiste, że jej nie ma.
Wierzący: - Nie mogę się z tobą zgodzić. Przecież czasami, kiedy wszystko wokół cichnie, można usłyszeć jak ona śpiewa i poczuć jak gładzi nasz świat. Ja twardo wierzę, że nasze prawdziwe życie zaczyna się dopiero po porodzie.

Autor nieznany
arrow Droga do morza
      W jednej zapadłej wiosce urodził się chłopiec. Spędzał swój czas bezsensownie, mechanicznie i monotonnie, tak samo jak inni mieszkańcy tej zapadłej wioski, nie wiedząc co robić ze swoim życiem. Ale pewnej pięknej nocy przyśniło mu się morze. Żaden z mieszkańców wioski nie widział nigdy morza, więc nikt nie mógł potwierdzić, że gdzieś w świecie istnieje taka bezbrzeżna woda.
      Kiedy młodzieniec oznajmił, że wybiera się na poszukiwanie morza ze swojego snu, wszyscy kręcili palcem w okolicach skroni i nazywali go wariatem. Jednak on, nie przejmując się tym, ruszył w drogę i długo wędrował, aż doszedł do rozwidlenia dróg. Tam wybrał tą drogę, która prowadziła prosto i po kilku dniach doszedł do małej wioski. Jej mieszkańcy wiedli spokojne, dostatnie życie. Kiedy młody chłopiec oznajmił im, że wędruje w poszukiwaniu morza, mieszkańcy zaczęli przekonywać go, że niepotrzebnie traci swój czas i lepiej będzie, gdy zostanie w ich wiosce i będzie żył tak szczęśliwie jak wszyscy.
      Kilka lat młody człowiek żył w dostatku, ale pewnej nocy znowu przyśniło się morze. Przypomniał sobie o swoim niespełnionym marzeniu. Postanowił zostawić wioskę i znowu wyruszyć na poszukiwanie. Pożegnał się ze wszystkimi i wrócił na rozdroże. Tym razem poszedł w drugim kierunku. Szedł długo, póki nie dotarł do dużego miasta. Zachwycił się jego ogromem i przestrzenią i postanowił zostać. Uczył się, pracował, wesoło spędzał czas i całkiem zapomniał o celu swojej podróży.
      Jednak po kilku latach, znowu zobaczył morze we śnie i pomyślał, że jeżeli nie spełni marzenia swojej młodości, to zmarnuje swoje życie. Dlatego znowu powrócił na rozdroże i wybrał trzecią drogę, która zawiodła go do lasu. Na niewielkiej polance zobaczył chatkę, a obok niej, już nie młodą, ale piękną kobietę wieszającą pranie. Zaproponowała mu, żeby z nią został, bo jej mąż poszedł na wojnę i nie powrócił. Zgodził się.
      Przeżyli wiele szczęśliwych lat, wychowali dzieci, ale pewnego razu, naszego bohatera, który już postarzał, znowu nawiedził sen o morzu. Zostawił więc wszystko z czym przez wiele lat był związany, wrócił na miejsce rozwidlenia dróg i wybrał ostatnią - tą której jeszcze nie znał. Szedł z wielkim trudem i zaczął się obawiać, że całkiem zabraknie mu sił.
      Stanąwszy u podnóża wielkiej góry, starzec zaczął się wspinać w nadziei, że chociaż z daleka zobaczy morze ze swoich snów. Po kilku godzinach, będąc całkowicie wyczerpanym doszedł do wierzchołka. Rozpostarły się przed nim nieobjęte wzrokiem przestrzenie: starzec zobaczył rozdroże i wieś, w której mieszkańcy wiedli szczęśliwe życie, wielkie miasto i chatkę kobiety, z którą przeżył ostatnie lata. W dali, na horyzoncie zobaczył błękitne, bezkresne morze.
      I zanim zatrzymało się jego zmęczone serce, wzruszony staruszek przez łzy żalu zauważył, że wszystkie drogi, po których szedł - prowadziły do morza, tylko żadnej z nich nie przeszedł do końca.

Autor nieznany

      Przypowieści Khalil-a Gibran-a
arrow Bóg - Khalil Gibran
BÓG
KHALIL GIBRAN

      W dawne dni, kiedy pierwsze drżenie mowy przyszło na me usta, wniosłem się na świętą górę i zwróciłem do Boga, mówiąc: "Panie, jam Twym sługą. Twa nieodgadniona wola jest moim prawem i będę słuchał Ciebie ponad wszystko”.
Ale nie odpowiedział Bóg i jak potężna nawałnica - odszedł.
I znowu po tysiącu lat wzniosłem się na świętą górę i znowu zwróciłem się do Boga, mówiąc: "Stwórco, jam jest Twoje tworzenie. Z gliny mnie ulepiłeś i do Ciebie należę cały.”
I nie odpowiedział Bóg, ale jak tysiące chyżych skrzydeł - odszedł.
I po tysiącu lat wspiąłęm się na świętą górę i zwróciłem się do Boga, mówiąc: "Ojcze, jam Twój syn. We współczuciu i miłości dałeś mi narodziny i przez miłość i uwielbienie będę dziedziczył Twoje królestwo.”
I nie odpowiedział Bóg i jak obłok, który spowija odległe wzgórza - odszedł.
I po tysiącu lat wspiąłęm się na świętą górę i znowu zwróciłem się do Boga, mówiąc: "Mój Boże, moje dążenie i moje spełnienie, jam Twoje wczoraj, a Tyś moje juto. Jestem Twoim korzeniem w ziemi, a Tyś jest moim kwiatem w niebie i razem wzrastamy przed obliczem słońca.
Wtedy Bóg pochylił się nade mną i w me uszy szepnął słowa słodyczy i jak morze, które obejmuje strumyk spływający do niego, tak on objął mnie.
I kiedy zszedłem w doliny i na równiny, Bóg był ze mną.
(Ze zbioru „Szaleniec” - tłumaczył T.B.)
arrow Potężniejsze morze - Khalil Gibran
POTĘŻNIEJSZE MORZE
KHALIL GIBRAN

      Ja i moja dusza poszliśmy wykąpać się w wielkim morzu. Dotarłszy na brzeg, postanowiliśmy wyszukać skrytego od cudzych spojrzeń, odosobnionego zakątka.
      Na drodze spotkaliśmy człowieka, siedzącego na szarej skale, który wyciągał sól z worka i po szczypcie wrzucał ją do morza.
- To pesymista. - powiedziała mi dusza - Nie będziemy tu się kąpać. Poszukamy innego miejsca.
      Ruszyliśmy dalej i doszliśmy do niewielkiej zatoki, gdzie zobaczyliśmy człowieka stojącego na białej skale. W jego rękach była szkatułka ozdobiona drogocennymi kamieniami, z której wyciągał kawałki cukru i rzucał w morze.
- To optymista. - zauważyła dusza - On także nie powinien widzieć nas nagich.
      Poszliśmy dalej i na plaży zobaczyliśmy człowieka, który wyłapywał zdechłe ryby i ostrożnie opuszczał je do wody.
- Nie będziemy kąpać się na jego oczach. - powiedziała mi dusza - To filantrop. I przeszliśmy obok.
      Nieco dalej, zobaczyliśmy człowieka obrysowującego kontur swojego cienia na piasku. Wysoka fala zmywała rysunek, ale on bez ustanku kontynuował swoje zajęcie.
- On jest mistykiem. - rzekła dusza - Zostawmy go.
      I szliśmy dalej brzegiem, póki nie zobaczyliśmy człowieka, który ukrywszy się w przybrzeżnej jaskini, zbierał pianę i napełniał nią alabastrowy puchar.
- To idealista. - szepnęła mi dusza - Kto jak kto, ale on na pewno nie powinien widzieć naszej nagości.
      I ruszyliśmy dalej. Nagle usłyszeliśmy czyjś krzyk: „Oto morze. Oto głębokie morze. Oto niezmierne, potężne morze!” Kiedy doszliśmy do miejsca, z którego dochodził głos, naszym oczom ukazał się człowiek stojący plecami do morza i wsłuchujący się w szum przykładanej do ucha muszli.
- Pójdziemy dalej. - zaproponowała dusza - To realista, ten który obraca się plecami do całości, której nie jest w stanie pojąć, a zadowala się jakąś cząstką.
      I znowu przyszło nam wyruszyć w drogę. Na pokrytym wodorostami brzegu, pośród skał, zauważyliśmy człowieka, który leżał z głową zakopaną w piasku. W tym momencie powiedziałem mojej duszy:
- Tu właśnie możemy się wykąpać. On nas nie zobaczy.
- Nie! Za nic! - wykrzyknęła dusza - Przecież on jest z nich najbardziej wrogi. To świętoszek.
      I wielki smutek rozłożył się na twarzy mojej duszy i wtargnął w jej głos.
- Odejdźmy stąd. - przemówiła - Tak, czy inaczej nie dane nam jest znaleźć zacisznego miejsca do kąpieli. Nie chcę, aby ten wiatr rozwiewał moje złociste włosy, żeby strugi tego powietrza dotknęły mojej białej piersi i pozwolę słonecznemu światłu obnażyć mojej świętej nagości.
I porzuciliśmy te brzegi i poszliśmy na poszukiwanie Potężniejszego Morza.
(Ze zbioru „Szaleniec” - tłumaczył T.B.)
arrow Oko - Khalil Gibran
OKO
KHALIL GIBRAN

      Rzekło Oko pewnego dnia: „Widzę pomiędzy tamtymi dolinami górę, spowitą w błękitną mgłę. Czy to nie piękne?”
Ucho, po uważnym wysłuchaniu, po chwili powiedziało: „Ale gdzie jest jakaś góra? Nie słyszę jej.”
Wtedy Ręka przemówiła słowami: „Na próżno próbuję poczuć ją, lub jej dotknąć. Nie mogę znaleźć żadnej góry.”
I Nos powiedział: „Tam nie ma góry, nie czuję jej zapachu.”
Wtedy oko odwróciło się w inną stronę, a oni wszyscy zaczęli rozmawiać ze sobą o jego dziwnym złudzeniu. I powiedzieli: „Coś musi być z Okiem nie w porządku.”
(Ze zbioru „Szaleniec” - tłumaczył T.B.)
arrow Mądry pies - Khalil Gibran
MĄDRY PIES
KHALIL GIBRAN

      Pewnego dnia gromadkę kotów mijał mądry pies. Kiedy był blisko i zobaczył, że są czymś bardzo pochłonięte i nie zwracają na niego uwagi, przystanął.
      Wtedy powstał pośród gromady duży, poważny kot, popatrzył na nich i rzekł: „Bracia, módlmy się, bo gdy będziemy modlić się znów i znów, zaprawdę, spadnie deszcz myszy”.
      Gdy to pies usłyszał, zaśmiał się w sercu i odchodząc powiedział: „O ślepe i głupie koty, czyż nie było napisane i czyż nie wiem ja i moi ojcowie przede mną, że to co spada w odpowiedzi na modlitwy, wiarę i błagania, to nie myszy, ale kości.”
(Ze zbioru „Szaleniec” - tłumaczył T.B.)
arrow Kurek Na Dachu - Khalil Gibran
KUREK NA DACHU*)
KHALIL GIBRAN

      Powiedział kurek na dachu do wiatru: „Jakiż jesteś nudny i monotonny!” Nie mógłbyś wiać jakoś inaczej niż w moją twarz? Zakłócasz moją daną-przez-Boga równowagę.”
Ale wiatr nie odpowiedział. Tylko zaśmiał się w powietrzu.
(Ze zbioru „The Forerunner” - tłumaczył T.B.)

*) Tytuł oryginału brzmi: „The Weather-Cock”. W jęz. angielskim, tego określenia używa się także w znaczeniu - człowiek zmienny, bez stałych przekonań. (przyp. tłum.)
arrow Święty - Khalil Gibran
ŚWIĘTY
KHALIL GIBRAN

      Pewnego razu, w młodości, odwiedziłem świętego w jego zacisznym gaju za wzgórzami i kiedy rozmawialiśmy na łonie natury, bandyta utykając, wszedł na szczyt. Kiedy dotarł do gaju, klękną przed świętym i powiedział: „O święty, pociesz mnie! Me grzechy ciążą na mnie.”

I święty odpowiedział: „Moje grzechy także, ciążą na mnie.”

I bandyta rzekł: „Ale ja jestem złodziejem i grabieżcą.”

I święty odpowiedział: „Ja też jestem złodziejem i grabieżcą.”

I bandyta rzekł: „Ale ja jestem mordercą i krew wielu ludzi krzyczy w moich uszach.”

I święty odpowiedział: „Ja jestem mordercą i w mych uszach krzyczy krew wielu ludzi.”

I bandyta rzekł: „Popełniłem niezliczoną ilość zbrodni.”

I święty odpowiedział: „Ja także popełniłem zbrodnie, których liczby nie da się określić.”

Wtedy bandyta wstał i wpatrzył się w świętego, a w jego oczach było dziwne spojrzenie. A kiedy nas opuszczał, szedł podskakując w dół wzgórza.

Obróciłem się do świętego i powiedziałem: „Z jakiego powodu oskarżyłeś samego siebie o niepopełnione zbrodnie? Czy wiesz, że ten człowiek odszedł, więcej w ciebie nie wierząc?”

I święty odpowiedział: „To prawda, on nie będzie dłużej we mnie wierzył. Ale odszedł bardziej pokrzepiony.”

W tym momencie usłyszeliśmy śpiew bandyty z oddali, a echo jego pieśni wypełniło dolinę zadowoleniem.
(Ze zbioru „The Forerunner” - tłumaczył T.B.)
arrow Poeci - Khalil Gibran
POECI
KHALIL GIBRAN

      Czterej poeci siedzieli wokół pucharu ponczu, który stał na stole.
      Powiedział pierwszy poeta: „Wydaje mi się, że widzę przez moje trzecie oko zapach tego wina, unoszący się w powietrzu jak obłok ptaków w zaczarowanym lesie.”
      Drugi poeta podniósł głowę i rzekł: „Moim wewnętrznym uchem mogę słyszeć to mgliste-ptasie śpiewanie, a ta melodia trzyma moje serce jak biała róża więzi pszczołę w swych płatkach.”
      Trzeci poeta zamknął oczy, wyciągną w górę ramiona i powiedział: „Dotknąłem ich moimi rękami. Czułem ich skrzydła, jak oddech śpiącej czarodziejki musnęły moje palce.”
      Wtedy czwarty poeta wstał, uniósł puchar i rzekł: „Niestety przyjaciele! Mam zbyt przytępiony wzrok i słuch i dotyk. Nie mogę widzieć zapachu tego wina, ani słyszeć jego pieśni, ani czuć trzepotu jego skrzydeł. Dostrzegam, ale tylko wino samo w sobie. A zatem muszę je teraz wypić, może to wyostrzy moje zmysły i wzniesie mnie do waszych błogich wyżyn.
      I przyłożył puchar do ust i wypił poncz do ostatniej kropli.
      Trzej poeci, z otwartymi ustami patrzyli na niego osłupiali. A w ich oczach była spragniona, jeszcze nieliryczna nienawiść.
(Ze zbioru „The Forerunner” - tłumaczył T.B.)
arrow Wojna i mały naród - Khalil Gibran
WOJNA I MAŁY NARÓD
KHALIL GIBRAN

      Pewnego razu, wysoko ponad pastwiskiem, gdzie pasła się owca i jagnię, krążył orzeł i głodnym wzrokiem wpatrywał się w dół na jagnię. I kiedy miał już zaatakować i pochwycić swoją ofiarę, pojawił się inny orzeł i zawisł nad owcą i jej młodym z takimi samymi, głodnymi zamiarami. Wtedy rywale zaczęli walczyć, wypełniając niebo zajadłymi wrzaskami.
      Owca spojrzała w górę i była bardzo zdumiona. Obróciła się do jagnięcia i powiedziała:
„Jakie to dziwne, moje dziecko, że te dwa szlachetne ptaki muszą rzucać się jeden na drugiego. Czyż ogrom nieba nie jest wystarczający dla nich obydwu? Módl się mój malutki, módl się w swoim sercu, żeby Bóg mógł uczynić pokój między twoimi skrzydlatymi braćmi.
      I jagnię modliło się w swoim sercu.
(Ze zbioru „The Forerunner” - tłumaczył T.B.)
arrow Plutokrata - Khalil Gibran
PLUTOKRATA*)
KHALIL GIBRAN

      W mych podróżach, pewnego razu, widziałem na wyspie potwora o ludzkiej głowie i żelaznych kopytach, który nieprzerwanie jadł ziemię i pił morze. Popatrzyłem na niego chwilę, po czym podszedłem i powiedziałem: „Czy nigdy nie masz dosyć. Czy twój głód nigdy nie bywa zaspokojony, a twe pragnienie ugaszone?”       A on odpowiedział: „Tak, jestem zadowolony, ba, nawet jestem znużony jedzeniem i piciem, ale obawiam się, że jutro nie będzie więcej ziemi do jedzenia, i morza do picia.”
(Ze zbioru „The Forerunner” - tłumaczył T.B.)

*) Plutokrata - (w/g Słownika Wyrazów Obcych PWN) osoba należąca do plutokracji, bogacz mający wpływy i znaczenie dzięki pieniądzom. (przyp. tłum.)
arrow Uczony i poeta - Khalil Gibran
UCZONY I POETA
KHALIL GIBRAN

Powiedział wąż do skowronka: „Ty latasz, a wciąż nie możesz odwiedzić ziemi zakątków, gdzie sok żywota w ciszy doskonałej płynie.”

A skowronek odpowiedział: „Zaiste, wielka jest twa wiedza i mądrzejszy jesteś niż rzeczy wszystkich mądrość – szkoda, że latać nie umiesz.”

A wąż jakby tego nie słysząc rzekł: „Ty ani głębi sekretów widzieć nie możesz, ani wśród skarbów imperium ukrytego się poruszać. Wczoraj to było, leżałem w rubinów jaskini. Jest to jakby dojrzałego granatu serce, najdelikatniejszy światła promyk w ognia różę przemieniał. Któż, jak nie ja, takie cuda oglądać może?”

I skowronek powiedział: „Nikt, nikt, tylko ty leżeć możesz pośród okresów wspomnień kryształowych – szkoda, że śpiewać nie umiesz.”

Wąż powiedział: „Znam roślinę, korzenie której wnętrzności ziemi dosięgają, a ten kto te korzenie zjada, piękniejszym niż Ashtarta się staje.”

A skowronek na to: „Nikt inny, nikt inny lecz ty tylko, myśl magiczną ziemi odkryć możesz – szkoda, że latać nie umiesz.”

Powiedział wtedy wąż: „Jest tam strumień purpurowy, co pod górami bieży, a ten kto z niego się napije, nieśmiertelny jak sami bogowie będzie. Zapewne ptak żaden, ni zwierz strumienia tego odkryć nie może.”

Odpowiedział mu skowronek: „Jeśli zechcesz, jak bogowie sami, bez śmierci być możesz – szkoda, że śpiewać nie umiesz.”

I wąż powiedział: „Znam świątynię pogrzebaną, w której byłem raz o księżycu. Przez zapomnianą rasę olbrzymów zbudowana była, a na jej ścianach sekrety czasu i przestrzeni są wyryte. Ten kto je przeczyta, pojąć może całe od zamierzchłych czasów pojmowanie.”

I powiedział skowronek: „Zaiste, gdy zapragniesz, możesz giętkim swym ciałem okrążyć czasu i przestrzeni całe poznanie – szkoda, że nie umiesz latać.”

Wąż był zdegustowany, obrócił się i wsuną do swej dziury mamrocząc: „Pustogłowy śpiewak!”

A skowronek odleciał śpiewając: „Szkoda, że nie umiesz śpiewać. Szkoda, jaka szkoda o mój mądry, że nie umiesz latać.”
(Ze zbioru „The Forerunner” - tłumaczył T.B.)



      Z dzienników Lwa Tołstoja
arrow (...)wybrane fragmenty
      „...A trzeba być ─ jak mówi Laozi ─ jak woda. Nie ma przeszkód ─ płynie; napotyka tamę ─ zatrzymuje się. Tama się przerywa ─ woda popłynie; w czworobocznym naczyniu ─ ma kształt czworoboku; w okrągłym ─ ma kształt okrągły. Dlatego właśnie jest najważniejsza i najmocniejsza...”

      „...Prawda jest zawsze dostępna człowiekowi. Nie może być inaczej, ponieważ dusza człowieka jest iskrą Bożą, szczerą prawdą. Chodzi tylko o to żeby usunąć z tej iskry Bożej wszystko, co ją zaciemnia. (...) Prawdę zdobywa się tak jak złoto: nie tym, że się je pomnaża, lecz tym, że się wypłukuje wszystko, co nie jest złotem...”

      „...Tak, lepiej sto razy pomylić się, biorąc złego człowieka za dobrego, niż jeden raz poczuć do kogoś niechęć...”

      „...Kto widzi sens życia w doskonaleniu się, nie może wierzyć w śmierć ─ w to, że to doskonalenie umrze. To, co się doskonali, zmienia tylko formę...”

      „...Głównym błędem ludzi walczących z istniejącym złem jest to, że chcą walczyć od zewnątrz. Świat zostanie odbudowany nie od zewnątrz, lecz od wewnątrz. I dlatego całą energię należy skierować na pracę wewnątrz...”

      „...Są we mnie dwa elementy: duchowy i cielesny: oba walczą ze sobą. I stopniowo zwycięża element duchowy. Walkę tych elementów odczuwam jako siebie i nazywam swoim życiem...”

arrow Dwanaście historii z życia wodnych kropel - Werner Wiktor Schtaindl
DWANAŚCIE HISTORII Z ŻYCIA WODNYCH KROPEL
WERNER WIKTOR SCHTAINDL

      Pewnego razu uczeń zapytał swojego nauczyciela: „Jak mam znaleźć Prawdę?”. Nauczyciel odpowiedział: „Nie ty jeden jesteś daleki od Prawdy, takich jest wielu. Opowiem ci dwanaście krótkich historii, od razu będą ci się wydawać bardzo proste. Powinieneś je powtarzać setki razy i kiedy będzie ci się wydawało, że już je rozumiesz, nie przestawaj ich powtarzać aż do momentu, kiedy przenikniesz w ich istotę i kiedy małe historyjki nie zamienią się w duże, a duże znowu w malutkie.”

      PIERWSZA HISTORIA: Żyła sobie w morzu wodna kropla, która twierdziła, że morza nigdy, przenigdy nie było. Tak samo bywa i z ludźmi - oni chodzą pod Bogiem i mówią, że Boga nigdy przenigdy nie było.

      DRUGA HISTORIA: „Dajcie mi swobodę”- żądała wodna kropla w głębi morza. Morze było dobrym i pomogło jej się podnieść na powierzchnię. „Dajcie mi swobodę”- znowu żądała kropla, a słońce usłyszało jej głos i pomogło podnieść się jej na chmurę. „Dajcie mi swobodę”- znowu żądała ona - chmurka odpuściła ją i kropla znowu znalazła się w morzu.

      TRZECIA HISTORIA: Inteligentna wodna kropla- jednak nic więcej ponad to, że inteligentna wodna kropla.

      CZWARTA HISTORIA: „Wszystkie te wodne krople nic a nic nie są warte” - mówiła w morzu wodna kropla.

      PIĄTA HISTORIA: „Niewątpliwie coś osiągnęłam, a więc mam trochę większe znaczenie niż morze”- mówiła w morzu wodna kropla.

      SZÓSTA HISTORIA: „Pewnie nie dane będzie mi spotkać się z morzem” - wzdychała w morzu wodna kropla.

SIÓDMA HISTORIA: „Co mnie obchodzi morze” - mówiła w morzu wodna kropla.

      ÓSMA HISTORIA: Jedna wodna kropla narzekała na swój los, ponieważ mieszkała w morzu, a sama nawet znać o nim nie chciała.

      DZIEWIĄTA HISTORIA: Wodna kropla w morskiej głębi wzywała inne wodne krople do powstania przeciwko morzu.

      DZIESIĄTA HISTORIA: „Siłą moich praw” - mówiła jedna wodna kropla do innej wodnej kropli w morskiej głębi - „Siłą moich praw z dniem dzisiejszym wykluczam cię z morza.”

      JEDENASTA HISTORIA: „Jestem przepełnione miłością do ciebie”- mówiło morze do wodnej kropli. Ale wodna kropla nie słyszała, ponieważ sama była pełna miłości do innej kropli.

      DWUNASTA HISTORIA: „Jeżeli by mi się udało...”- tak rozmyślała wodna kropla, - „otoczyć moją miłością każdą osobną wodną kroplę to sama stała bym się morzem”. Zaczęła otaczać swoją miłością jedną kroplę za drugą. Ale jednak znalazła się taka jedna kropla, która kiedyś bardzo ją obraziła, obraziła najbardziej w jej życiu i dla tego bez względu na całą swoją miłość, nie było żadnej możliwości przebaczenia tej obrazy. I tylko dla tego, że jej się nie udało polubić jednej kropli, tylko jednej kropli, - ona nie stała się morzem.


      Znowu przyszedł uczeń do nauczyciela: „Powiedz nauczycielu, czy była kiedykolwiek taka wodna kropla, która stała się morzem ?”
      Wtedy nauczyciel opowiedział ostatnią historię:
„Żyła sobie wodna kropla. Ona starała się być spokojna jak morze. Ona starała się być głęboka jak morze, jej staranie było ogromne i ona umiała przebaczać. Nagle morze powiedziało jej: „Ty to ja, ja to ty” i ono otwarło swoje objęcia i połączyło się z pragnącą go kroplą. Wtedy wszystko co było właściwością morza, stało się jej właściwością. Ona stała się spokojem morza, stała się bezmiarem morza, a jej głębia stała się błogosławieństwem dla całego świata.
      I tobie, mojemu uczniowi należy wiedzieć, że morze opiekuje się tymi, którzy go lubią i przyjmuje ich w swoje łono jeżeli oni rzeczywiście tego pragną”.
      „A jeżeli kropla zabrudzi się błotem, to co wtedy?” – zapytał uczeń i wtedy nauczyciel głośno się roześmiał. „Kropla nie może być na tyle brudna, żeby morze nie mogło jej oczyścić”.


Wiersze:

arrow Miłość - Khalil Gibran
MIŁOŚĆ
KHALIL GIBRAN

Mówią, że szakal i kret

Piją z tego samego potoku

Gdzie lew przychodzi pić.

I mówią, że orzeł i sęp

Wbijają swoje dzioby w tą samą padlinę,

I jest pokój między nimi,

W obecności tej martwej rzeczy.

O miłości, której dostojna ręka

Okiełznała moje pożądanie

I wznosi mój głód i moje pragnienie

Do godności i dumy,

Niech żadna siła we mnie i wierność

Nie je chleba albo nie pije wina,

Które kuszą moją słabszą jaźń.

Niech raczej głoduję,

I niech me serce uschnie z pragnienia,

I niech umrę i zniszczeję,

Aniżeli wyciągnę moją rękę

Po kielich, którego nie napełniasz,

Lub puchar, którego nie błogosławisz.

(Ze zbioru „The Forerunner” - tłumaczył T.B.)
arrow Poza mym głębszym sercem - Khalil Gibran
POZA MYM GŁĘBSZYM SERCEM
KHALIL GIBRAN

Poza mym głębszym sercem ptak wznosił się i ku niebu leciał.

Im wyżej i wyżej się wznosił, wciąż większy i większy rósł.

Wpierw jak jaskółka był zaledwie, potem skowronek, potem orzeł, potem ogromny jak obłok wiosenny, aż sobą wypełnił niebo gwieździste.

Poza mym głębszym sercem, ptak ku niebu leciał i coraz większy w tym się stawał, lecz wciąż serca mego nie porzucał.

Wiaro ma, wiedzo ma nieposkromiona, jak mógłbym na wysokość twą wzlecieć, z od ludzkiego większym ja naszkicowanym na niebie się spotkać?

Jak to morze we mnie, we mgłę mógłbym zamienić i z tobą wyruszyć w przestrzeń niezmierzoną?

Jak mógłby więzień ze świątyni wnętrza, zobaczyć jej kopuły złote?

Jak mogłoby owocu serce tak się rozciągnąć, by ten owoc objąć także?

O wiaro ma, w kajdanach jestem, za tymi kratami ze srebra i hebanu i latać z tobą nie mogę.

Wciąż poza mym sercem wznosisz się ku niebu i to jest moje serce, które cię trzyma i zadowolony być powinienem.
(Ze zbioru „The Forerunner” - tłumaczył T.B.)


      Poezja Rabindranath-a Tagore
arrow Błogosławieństwo - Rabindranath Tagore
BŁOGOSŁAWIEŃSTWO
RABINDRANATH TAGORE

Niech będzie błogosławione to małe serduszko, ta biała dusza, co zdobyła pocałunek nieba dla ziemi.
On kocha blask słońca, kocha widok matczynej twarzy.
Nie nauczył się jeszcze gardzić pyłem ziemi ani pożądać złota.
Przytul go do serca i pobłogosław.
Oto przybył do kraju stu dróg rozstajnych.
Nie wiem dlaczego wybrał ciebie z tłumu, przyszedł do twoich drzwi i twoją dłoń chwycił, aby spytać o drogę.
Pójdzie z tobą, śmiejąc się i gaworząc, bez najmniejszej wątpliwości w sercu.
Zachowaj jego ufność, prowadź go i błogosław.
Połóż mu dłoń na główce i módl się, aby pomimo fal, co groźnie wzbierają w głębi, tchnienie z wysoka przyszło, napełniło mu żagle i zaniosło go do przystani pokoju.
Nie zapomnij o nim w pośpiechu, przywołaj go do swego serca i pobłogosław.
(Ze zbioru „Uciekający księżyc”)
arrow Nr 75 ze zbiór: „Ogrodnik” - Rabindranath Tagore
RABINDRANATH TAGORE
„OGRODNIK”
-75-

O północy oświadczył fałszywy asceta:
„Oto mi pora opuścić dom i szukać Boga. O! któż tyle czasu więził mnie w błędzie?”
Bóg szepną: „Ja”, ale uszy człowieka zakryte były.
Na połowie łoża, z dziecięciem u piersi uśpionym, spała spokojnie małżonka.
Człowiek pytał: „Kto jesteście wy, którzyście mnie bałamucili tak długo?”
Głos odparł znowu: „Ci oni - to Bóg”, ale on nie słyszał.
Dziecko krzyknęło przez sen i mocniej przytuliło się do matki.
Bóg rozkazał: „Stój, szaleńcze! Nie porzucaj domu!” Ale on nie słyszał i teraz.
Bóg westchnął ze skargą: „Czemu sługa mój idzie mnie szukać tak, że mnie porzuca...”
arrow Nr 68 ze zbioru: „Owocobranie” - Rabindranath Tagore
RABINDRANATH TAGORE
„OWOCOBRANIE”
-68-

Dziś rano rozwarło się nagle okno mojego serca, które wychodzi na twoje serce.
Byłem zdumiony widząc, że imię, z którego mnie znasz, wypisane jest w kwietniowych liściach i kwiatach i siedziałem milcząco.
Zasłona była odsunięta przez chwilę między pieśniami moimi i twoimi.
Widziałem, że twoje światło poranne pełne było mych własnych, niemych, nie śpiewanych pieśni; myślałem, że mógłbym się ich nauczyć u twych stóp i siedziałem milczący.
arrow Nr 79 ze zbioru: „Owocobranie” - Rabindranath Tagore
RABINDRANATH TAGORE
„OWOCOBRANIE”
-79-

Nie daj mi modlić się, bym broniony był od niebezpieczeństw, lecz pokonywał je nieustraszenie.
Nie daj mi żebrać o uśmierzenie bólu, lecz o serce żeby go zwyciężyło.
Nie daj mi oglądać się za sprzymierzeńcami na polu bitwy życia, lecz ufać własnej sile.
Nie daj mi błagać w niespokojnej trwodze, bym został ocalony, lecz spodziewać się cierpliwie, że znajdę swoją wolność.
Nie dopuść, bym był tchórzem, który czuje twą łaskę tylko w powodzeniu, lecz daj mi poznać władanie twej ręki w niepowodzeniu moim.
arrow Pieśń ma pozbyła się swych ozdób... - Rabindranath Tagore
RABINDRANATH TAGORE
GITANJALI - PIEŚNI OFIARNE

      PIEŚŃ MA POZBYŁA SIĘ SWYCH OZDÓB. Nie chełpi się strojnością, ni świecidłami. Ozdoby mogłyby zniszczyć naszą wspólność, mogłyby stanąć między Tobą a mną, w ich brzękadłach mogłyby zginąć twe szepty.
      Moja próżność pieśniarska zamiera ze wstydu na twój widok. O ty pieśniarzu mistrzowski, siedziałem u twoich stóp. Spraw, iżby życie moje proste było i szczere, podobne do fletni trzcinowej, którą ty napełniasz melodią.
arrow Samotnie ruszam w drogę... - Rabindranath Tagore
RABINDRANATH TAGORE
GITANJALI - PIEŚNI OFIARNE

SAMOTNIE RUSZAM W DROGĘ na spotkanie. Ale któż to podąża za mną w milczącym tym zmroku?
Zbaczam, aby go ominąć, lecz ujść mu nie zdołam.
Dumnymi kroki porusza pył ziemi; głosem donośnym towarzyszy każdemu słowu, które wypowiadam.
To moje własne małe ja, Panie.
Ono nie zna wstydu, ale mnie wstyd wchodzić w twe bramy w jego towarzystwie.

arrow Doświadczenie nowego roku przy Shri Mataji - Yogi Mahajan
DOŚWIADCZENIE NOWEGO ROKU PRZY SHRI MATAJI (fragment)
YOGI MAHAJAN

Rydwan Boga Słońca z zapałem pogalopował ku niebu,
By ogłosić Złotą Erę.
Świt zajaśniał przy niebiańskich melodiach
I eterycznych zapachach.
Bóg Deszczu zalał świat ulewą
Modlitw i nawoływań.
Portale Niebios wdzięcznie otworzyły się
I chłodny powiew zbudził całą naturę do życia.
Tęcza rozpromieniła się niezliczonymi uśmiechami,
Koronując Matkę Wszechświata.
Uradowana, Odwieczna Matka wymówiła łaskawie
Tysiąc błogosławieństw.
Wszechświat zatańczył w ekstazie Jej Miłości.
arrow Matka Wszystkich Guru - Yogi Mahajan
MATKA WSZYSTKICH GURU
YOGI MAHAJAN

Tam, gdzie szmaragdowozielone jezioro obmywa stopy Wszechmocnego,
Tam, gdzie Wszechmogąca Bogini rozpościera płaszcz zielonych lasów i oblewa rumieńcem niezliczone kwiaty,
Tam, gdzie, oczarowany Jej świetnością, czas stoi przejęty,
Tam, gdzie chłodne wiatry Ducha szepczą słodkie ody Odwiecznemu Guru,
Tam, gdzie żelazo otwiera swoje serce na miłość,
Tam otwiera się Guru tattwa wszechświata.

Przychodzą tu tysiące pielgrzymów, by namaścić Matkę Wszystkich Guru.
O Devi, ofiarujemy swą wdzięczność z najdalszej głębi naszych serc,
Wdzięczność bez końca.
Ty otworzyłaś nasze serca,
Lecz daj nam żelazną tattwa, by umocnić miłość,
Pobłogosław nas mądrością,
Lecz daj też pokorę, by w mądrości wytrwać.
Zasypałaś nas najbardziej wybornymi darami,
Lecz naucz nas również, jak się nimi dzielić.
Proszę, strzeż nas na zawsze, jak owo szmaragdowe jezioro,
Iskrzące się błogo u Twoich Stóp.


Żartobliwe przypowieści:

arrow Morderca - kto to taki? (Historia Sokratesa)
      Idzie Sokrates. Nagle widzi - jeden człowiek goni drugiego i krzyczy:
- Łapać mordercę! Łapać mordercę!
Sokrates nie reaguje w żaden sposób i uciekającemu udaje się zbiec. Podchodzi do Sokratesa ten drugi i pyta:
- Dlaczego nie zatrzymałeś mordercy?
- Mordercy? A kto to morderca?
- To człowiek, który zabija.
- Masz na myśli rzeźnika?
- Nie, człowiek, który zabija drugiego człowieka.
- Żołnierz?
- Ależ nie, człowiek który zabija drugiego podczas pokoju.
- Kat?
- No co ty, głupi jesteś? To człowiek, który zabija drugiego człowieka w jego domu.
- Acha, jasne - lekarz.
arrow Nie poznałem cię
      Kobieta w średnim wieku dostała zawału i odwieziono ją do szpitala. Podczas operacji przeżyła śmierć kliniczną. Widząc Boga zapytała:
- Mój czas się skończył?
Bóg odpowiedział:
- Nie, zostało ci jeszcze 43 lata, 2 miesiące i 8 dni życia.
Usłyszawszy to kobieta zrozumiała, że póki co starość jej nie grozi i postanowiła zostać w szpitalu, żeby naciągnąć skórę na twarzy. Przefarbowała również włosy i została wypisana ze szpitala. Jednak kiedy przechodziła przez ulicę, potracił ją samochód. Zmarła.
Kiedy stanęła przed Bogiem, zakrzyczała z wyrzutem:
- Myślałam - tak jak powiedziałeś - że zostało mi 43 lata, 2 miesiące i 8 dni życia?! Dlaczego nie ocaliłeś mnie przed samochodem?!
- Nie poznałem cię.



Ostatnia aktualizacja:
 15.01.2010 11:53
                   Licznik odwiedzin:
   002871  
arrow Zobacz ostatnie zmiany


   Strona utworzona przy pomocy narzędzi Open Source w systemie GNU/Linux